Wildsteinie, odwagi! ...męska kłótnia o aborcję

Embrion
Embrion
Z tekstem Davida Wildsteina o aborcji DA SIĘ dyskutować, gdyż jego argumentacja nie opiera się na tradycyjnym prawicowym „człowiek zaczyna się w momencie wprowadzenia prącia do pochwy”, ale na analizie konsekwencji rozszerzenia dopuszczalności aborcji dla równości społecznej. Jednak nieuzasadnione lęki autora uniemożliwiają mu trzeźwe myślenie i przez to dochodzi do fałszywych wniosków. Davidzie, więcej odwagi!

Propozycja zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej rozbudza płodność prawicowych publicystów. Wildstein w swoim artykule pisze:

Obecna medycyna pozwala na znaczną ingerencję tak w rozwój embriona, jak i płodu, pozwalającą modelować przyszłe dziecko, by już na etapie rozwoju w brzuchu matki zdobywało ono przewagę czysto biologiczną nad tymi, którzy nie mają odpowiednich środków, by korzystać ze zdobyczy współczesnej medycyny.

Nie sposób się z tym zgodzić. Jednak następne zdanie nie wynika z poprzedniego:

Jeśli zaakceptujemy [legalność aborcji], to jednocześnie oddamy człowieka, na jego najwcześniejszym etapie życia, na pastwę arbitralności państwa i potrzeb wielkiego kapitału.

Do potrzeb wielkiego kapitału nagle nie wiadomo skąd dołącza państwo, jako jego sojusznik. Strach przed państwem jako wrogiem człowieka i życia miał może sens podczas zaborów czy hitlerowskiej okupacji, ale w warunkach (względnie) wolnej i demokratycznej Polski jest absurdalny i nieuzasadniony. Państwo owszem, może wespół w zespół z korporacjami wyzyskiwać obywateli, ale może też obywateli przed korporacjami bronić – co zresztą robi, czasami nawet skutecznie.

Legalizacja aborcji, gdyby doszło do niej w wyniku działalności ruchu kobiecego, byłaby właśnie triumfem życia – życia milionów kobiet – nad obecnym, opresywnym wobec kobiet porządkiem. Gdyby udało się również wprowadzić sensowne zasady refundacji zabiegów in vitro i innych form zapłodnienia pozaustrojowego, efekt o którym pisze Wildstein – zwiększenie nierówności społecznych – zostałby powstrzymany poprzez politykę państwa, które mogłoby się przeciwstawić korporacjom medycznym właśnie w imię równości społecznej i powszechnej troski o macierzyństwo. Taką politykę można by nazwać polityką życia.

Owszem, rozwój medycyny stawia ludzkość przed nowymi wyzwaniami i dylematami bioetycznymi. Jaki rodzaj interwencji w zapłodnienie i rozwój człowieka jest dopuszczalny? Co myśleć o klonowaniu, terapiach genowych, hodowaniu organów itp.? To ważne i trudne pytania, jednak z całą pewnością odpowiedź Wildsteina pt: „ja nie wiem, ja się tego boje, na wszelki wypadek zakażmy kobietom aborcji” jest schowaniem głowy w piasek i przerzuceniem negatywnych efektów postępu na płeć inną od płci autora. To jest całkowicie niesprawiedliwe: Davidzie, zamiast obciążać kobiety kosztami rozwoju medycyny, przestań się bać! Bądźmy dojrzali i zastanówmy się, jak wykorzystać nowe możliwości technologiczne dla dobra ludzkości i zwiększenia równości społecznej.

A swoją drogą: Wildstein, który broni kobiet przed wyzyskiem i nierównością chyba dawno nie miał kontaktu z polską życióweczką. Dwa tygodnie temu moja koleżanka, która zaszła przypadkiem w ciążę z mężczyzną, z którym nie chce mieć dzieci, podjęła decyzję o aborcji. Okazało się, że musi uzbierać 1200 złotych na wyjazd do kliniki w Niemczech. Jej się udało – pochodzi z dużego miasta, ma zamożnych znajomych – ale dziewczyna urodzona na biednej wsi mogłaby mieć z tym spory problem i być zmuszona do zapożyczenia się ponad siły albo dokonania aborcji „domowym sposobem”.

Jeśli to nie jest nierówność i wyzysk, to już naprawdę nie wiem.


PS. Artykuł ilustruje fotografia przedstawiająca embrion żółwia.

Trwa ładowanie komentarzy...